📚 Historical Archive Notice
This content is from the original TvindAlert.com (2001-2022), preserved for historical and research purposes. Some images or documents may be unavailable.
Gazeta Wyborcza, Poland, 07.03.2002
Magdalena Grzebałkowska (m.grzebalkowska@wp.pl)
Dostaliśmy list: "Organizacja TVIND pod pozorem pomocy Afryce zarabia na wolontariuszach ogromne pieniądze. Zmusza ich do żebrania na ulicach. Robi pranie mzgw". Zgłosiłam się jako wolontariuszka. Pojechałam do Danii. Reportaż Magdaleny Grzebałkowskiej
Czuję się jak idiotka. Pięćdziesiąt par oczu wpatruje się we mnie, ja patrzę na kartkę z tekstem. Rene, wysoki chudzielec z gitarą, daje znak mojej trzyosobowej grupie. Zaczyna grać melodię "Yellow submarine" Beatlesw. Śpiewamy piosenkę, ktrą pięć minut temu sami ułożyliśmy. Jest w niej o afrykańskiej pladze AIDS i o tym, że my, dzielni wolontariusze organizacji Humana People to People, będziemy ją zwalczać.
- We will go and knock on the door! - fałszuję wsplnie z Brytyjką Carrie i Brazylijczykiem Rodrigo.
Sala nas oklaskuje. Kolejna grupa wychodzi na środek sali. Araya z Austrii siada na krześle i udaje latrynę. Żeby nie było wątpliwości, trzyma nad głową kartkę z napisem "latrine". Paul ze Szkocji tłumaczy nam, że w Afryce będziemy budować latryny, bo to zapobiega rozprzestrzenianiu się malarii.
Nastrj jest podniosły, taki harcersko-humanitarny. W końcu przyjechaliśmy tu z całego świata do małej wsi w głębi Danii, żeby zostać wolontariuszami.
I tylko ja rozglądam się podejrzliwie. Podobno przez najbliższe dwa dni będziemy werbowani do sekty zwanej TVIND.
Namawiają nawet Adam i Ewa
List do redakcji był krtki: "Organizacja TVIND pod pozorem pomocy Afryce zarabia na wolontariuszach ogromne pieniądze. Zmusza ich do żebrania na ulicach. Robi pranie mzgw. Przez rządy Francji i Belgii jest uznana oficjalnie za sektę. W waszej gazecie co tydzień ogłasza nabr, w serialu >Adam i Ewa< zachęca młodzież do wyjazdu".
Spotkałam się z autorem listu. Tomek spędził w Danii pięć miesięcy, zanim się zorientował, gdzie trafił. Wyjechał stamtąd w grudniu ubiegłego roku. Wręcza mi dyskietkę z dziennikiem, ktry prowadził, przekazuje dokumenty, ktre udało mu się zabrać, podaje internetowy adres organizacji Tvindalert, ktra walczy z TVIND (www.tvindalert.org.uk).
TVIND używa wielu nazw. Dwie najpopularniejsze to Humana People to People i UFF.
Sposb działania organizacji jest pozornie prosty i na początku nie budzi niczyich podejrzeń. Podczas tzw. infoweekendw werbuje się wolontariuszy z całego świata. Ci, ktrzy się zdecydują podpisać umowę z TVIND, przyjeżdżają na pł roku do Danii, Norwegii, Anglii, Republiki Południowej Afryki lub USA, gdzie są szkoły organizacji. Kandydatom mwi się, że w ciągu sześciu miesięcy nauczą się, jak być wolontariuszami. W trakcie nauki, przez dwa tygodnie w każdym miesiącu, uczniowie muszą zarabiać pieniądze (nazywa się to fundraising). Po pł roku wyjeżdżają na własny koszt do Afryki, Azji lub Ameryki Południowej.
- Nauka w tych szkołach to fikcja - mwi Tomek, ktrego wiedza pochodzi z własnego doświadczenia i ze stron internetowych Tvindalert. - Liczy się tylko zarabianie pieniędzy. Zresztą dla TVIND pieniądze z wolontariuszy to tylko ułamek dochodw obliczanych na miliony dolarw. Zarabiają na sprzedaży używanej odzieży, dostają dotacje od rządw rżnych państw.
Po dwch godzinach rozmowy decyduję się, że sama pojadę do Danii na infoweekend. Wysyłam maila pod adres podany w ogłoszeniu i sprawdzam, czy w Polsce ktoś może potwierdzić rewelacje Tomka.
Dominikanie coś słyszeli, ministerstwo więcej
Warszawskie Centrum Wolontariatu dysponuje bazą danych na temat organizacji humanitarnych z całego świata.
- Humana People to People? Mamy taką na liście - słyszę przez telefon. - Pomagają Afryce w walce z AIDS i głodem.
- A czy wiecie coś o tym, że to sekta?
- Pierwsze słyszę! Chcę zastrzec, że my jedynie mamy adresy organizacji, nie sprawdzamy, czy i jak działają.
W dominikańskim Centrum Informacji o Sektach w Krakowie też nie znają TVIND i Humana People to People. Do dominikanw w Warszawie zgłosił się kiedyś człowiek z informacją o nich.
- Rozmawiałem z nim przez telefon - mwi pracownik Centrum Krzysztof Jarecki. - Opowiadał, że był w Afryce, tam głodował, ciężko pracował i był poddawany psychomanipulacjom. Ale więcej nie zadzwonił.
Zwracam się do departamentu porządku publicznego MSWiA z pytaniem, czy rząd wie coś na temat Humana People to People.
Dostaję odpowiedź: "W raporcie Zgromadzenia Narodowego Republiki Francuskiej z 1995 roku poświęconym sektom (raport Guyarda) organizacja ta została zaliczona do ruchw o charakterze sektowym (Humana France TVIND). Rwnież w belgijskim raporcie Izby Reprezentantw z 1997 roku pojawiła się informacja, iż jest to sekta o charakterze międzynarodowym wywodząca się z Danii, posiadająca swoją filię także w Belgii (Humana)".
A jednak! Siadam jeszcze przed telewizorem i oglądam w Polsacie odcinek serialu "Adam i Ewa". Dwoje młodych ludzi tłumaczy właśnie komuś, że wyjeżdżają do Afryki pomagać ludziom. Tylko wcześniej odbędą płroczny kurs w Danii. Nazwa Humana ani TVIND nie pada. Jednak żadna inna organizacja humanitarna na świecie nie kształci wolontariuszy w szkołach w Danii.
Dzwonię do Marka Krajca, scenarzysty serialu, i pytam, dlaczego postanowił wysłać bohaterw do Afryki z Humaną.
- To był przypadek - tłumaczy. - Moja crka trafiła w internecie na stronę Humany, chciała nawet tam jechać, ale okazało się, że trzeba spędzić pł roku w Danii, i zrezygnowała. A ja wykorzystałem to w scenariuszu. To wszystko.
Stań na głowie i zdobądź tę kasę
Przychodzi do mnie pierwszy mail z TVIND. Mam się zapoznać ze stroną internetową Humana People to People (www.humana.org) i wypełnić formularz. Piszę w nim, że jestem bezrobotną absolwentką Uniwersytetu Gdańskiego, ktra lubi pracę z dziećmi i marzy o wyjeździe do Afryki. Ogłoszenie w gazecie mwiło o wolontariacie w Chinach. Dopisuję, że Daleki Wschd wydaje mi się pociągający.
Kolejny list przychodzi następnego dnia. Napisany po polsku.
"(...) proszę, napisz mi, jak wygląda twoja sytuacja finansowa, tzn. ile jesteś w stanie przeznaczyć funduszy na ten program. Niestety nie jest on tani, ale nie jest z drugiej strony taki drogi... Napisz, proszę, jak to widzisz. Musisz mieć min. 1000 dol., by zacząć szkolenie. Wiesz, są rżne możliwości zdobywania pieniędzy. Oglnie to, co chcesz zrobić, jest czymś niepojętym, czymś wspaniałym i myślę, że jeśli będziesz bardzo chciała, to jesteś w stanie te pieniądze zorganizować... Sponsoring, koncert, imprezka, można zwrcić się do rżnego rodzaju firm z prośbą o dotację, rodzina, przyjaciele, pole do popisu jest i się da. Pozdrawiam, Maciek".
Trochę się niepokoję. Tomek podczas spotkania opowiadał mi, że ludziom, ktrzy nie mieli szans zapłacić za szkolenie, Humana daje możliwość zarobienia w trakcie tzw. netupu. Przyszli wolontariusze są wysyłani przeważnie do sortowni używanej odzieży w Szwecji, ktre należą do TVIND. Zatrudniani są też w second handach albo pracują na zlecenie na budowach lub w ogrodach. Dlaczego Maciek nic nie pisze o netupie? Może domyśla się, że jestem dziennikarką?
Tomek mnie uspokaja: - Ludzie spoza Unii Europejskiej pracowali na czarno, bo Humana People to People nie załatwia pozwolenia na pracę. Szwedzka policja dobrała się organizacji do skry, dlatego nie proponują ci już netupu.
Na wszelki wypadek pytam Maćka o możliwość pracy przed szkoleniem.
Odpisuje: "Przykro mi, sama musisz te pieniądze zorganizować i jeśli chodzi o Chiny, to jest to niemało, bo aż 2500 dol. + przelot do Chin + kieszonkowe dla siebie i dodatkowo nie ma możliwości zaoferowania ci stypendium, bo ich po prostu nie ma. Abyś szkoliła się w szkołach duńskich bądź w Anglii, potrzebujesz min. 1000 dol. + kieszonkowe. Stań na głowie i zdobądź tę kasę".
Postanawiam trochę pogrymasić: "No to chyba odpadam. Skąd bym wzięła tyle kasy? Chyba pożyczka z banku? Ale bank nie da bezrobotnej nawet grosza. A sponsoring? Chyba żartujesz. W Polsce nie można znaleźć pieniędzy nawet na umierające dzieciaki. To kto by dał na wolontariuszkę?".
Maciek się martwi: "Bardzo mi przykro, że pieniądze stają na drodze do realizacji marzeń. Co do sponsoringu, to wiem, że zależy od determinacji, zobacz, co robi Owsiak... Napisz mi dokładnie, jaką kwotę jesteś w stanie zorganizować. Walcz!". Ostatecznie wysyłam list, że pożyczę pieniądze od znajomych i że zamierzam przyjechać na infoweekend. Mj korespondent cieszy się ze mną: "To super!!! To jest odpowiednie nastawienie!".
Tomek nie ma złudzeń: - Maciek to jeden z ludzi, ktrzy są odpowiedzialni za pierwszy kontakt z chętnymi, tzw. instruktor. On się cieszy z twojego przyjazdu, bo dostanie za ciebie 50 dolarw. Tyle wynosi stawka za zwerbowanie jednej osoby. Jeśli podpiszesz na miejscu umowę, on dostanie 125 dolarw.
Guru znika na wyspie
Znam już termin infoweekendu - 1 lutego o godzinie 14.00 mam stać na dworcu głwnym w Kopenhadze pod McDonaldem. Stamtąd zabierze mnie i innych ludzi ktoś z TVIND. Powinnam zabrać ze sobą śpiwr, dobry humor i 1900 koron - 200 na opłatę weekendu, 1700 - zadatek na szkołę, gdybym zdecydowała się wstąpić. Koszty dojazdu do Kopenhagi opłacam sama. Tak brzmią instrukcje Maćka.
Czekam na termin wyjazdu i szukam informacji o TVIND. Zbieram je z gazet duńskich, z internetu, od rozmwcw.
Organizacja zaczynała skromnie.
W 1968 roku grupa pięciu Duńczykw postanawia podrżować po świecie. Wsiadają do autobusu i jadą do Indii. Bieda, ktra tam widzą, tak ich przejmuje, że tworzą Travelling High School. Chcą wozić autobusami młodych ludzi do Indii, żeby zobaczyli, jak wygląda "prawdziwy świat". Mają uczyć się życia i zarazem pomagać Trzeciemu Światu. Przywdcą grupy jest wwczas niespełna trzydziestoletni nauczyciel Mogens Amdi Petersen. Długowłosy charyzmatyczny socjalista szybko zbiera wokł siebie kilkadziesiąt osb. Za wsplne pieniądze kupują duńskie gospodarstwo we wsi Tvind (stąd nazwa organizacji) na Jutlandii i stary hotel w pobliżu. Własnymi siłami budują pierwsze budynki szkolne. W 1975 roku stawiają w Tvind nowoczesny wiatrak, ktry produkuje energię. Ma to być protest TVIND przeciwko energii atomowej.
Członkowie organizacji, ktrzy zaczynali ją budować, tworzą The Teachers Group (Grupę Nauczycieli). Do swojego grona dopuszczają najbardziej sprawdzonych członkw TVIND. Kto zostaje nauczycielem, musi podpisać umowę, że będzie nim do końca życia. Wciąż werbują nowych ludzi do organizacji.
W 1978 roku w TVIND jest już 800 osb. Organizacja rozwija się - zarządza kilkunastoma szkołami dla dzieci specjalnej troski w Danii. Pieniądze na to asygnuje rząd. Nauczycielami są członkowie TVIND, często bez wymaganego wykształcenia. TVIND kupuje kilka jachtw i urządza dla dzieci z rodzin patologicznych szkołę pod żaglami. Prowadzą ją ludzie z The Teachers Group, wielu z nich nie ma patentw żeglarskich. W 1983 roku jeden z jachtw podczas sztormu tonie, na pokładzie jest kilkunastu nauczycieli, nie ma dzieci. Fakt ten zostaje zatajony przed członkami TVIND.
Organizacja tworzy program pomocy Afryce - Humana People to People, zamierza walczyć z apartheidem, buduje sieć punktw zbirek używanej odzieży, sortowni i second handw. Część ubrań i pieniędzy z ich sprzedaży ma trafiać do krajw Trzeciego Świata. Jest to jednak nikły procent. Większość rzeczy jest sprzedawana w Europie Zachodniej.
W 1979 roku Amdi Petersen znika. Od tej pory krążą na jego temat jedynie domysły. Nie wiadomo nawet, czy żyje. Członkowie The Teachers Group milczą na temat Petersena. Twierdzą jedynie, że zerwali z nim wszelkie kontakty, a organizacją rządzą oni sami.
Wielką niespodziankę robią w październiku 2001 roku dziennikarze duńskiej gazety "Jyllands-Posten". Odnajdują Amdiego Petersena. Żyje jak gwiazda filmowa w luksusowym apartamencie wartym 6 milionw dolarw przy Fisher Island Drive 5302 niedaleko Miami. Na wyspę Fisher można się dostać jedynie prywatnym promem, poruszać się po niej ze specjalną kartą identyfikacyjną. Fisher Island uznawana jest przez milionerw i gwiazdy filmowe za "najlepsze miejsce do mieszkania na ziemi". Amdi dopuszcza do siebie jedynie kilka kobiet ze szczytu The Teachers Group, żyje z Anne Hansen, swoją prawą ręką. TVIND wciąż pozostaje pod jego kontrolą.
Trzynaście lat w TVIND
Przez internet nawiązuję kontakt z Else Wale z Danii. W 1974 roku miała 50 lat, dorosłego syna, dobrą pracę. W gazecie znalazła ogłoszenie o naborze do TVIND. Wstąpiła. Udało jej się wydostać dopiero po 13 latach. Swoją historię opisała na stronach Tvindalert. Pytam, czy mogę przedstawić ją w "Gazecie Wyborczej". Else nie ma nic przeciwko temu.
"Kiedy zaczynałam, było nas 50 osb. Wszyscy mieliśmy jeden cel - ulepszyć świat. Szybko okazało się, że to tylko mrzonki. TVIND zależało jedynie na zdobyciu kontroli nad ludźmi, do ktrych docierali. Po wstąpieniu podpisałam umowę, że poświęcam się TVIND do końca życia. Od tej pory o moim życiu decydowała grupa - indywidualizm był źle postrzegany. Nie mogłam mieć niczego własnego - pieniędzy, czasu ani siebie. Wtedy nie miałam nic przeciwko temu, moim celem było oddanie się innym. Amdi kazał nam wszystkim pojechać do domw i spalić zdjęcia, pamiętniki, listy - wszystkie pamiątki rodzinne. To była część polityki TVIND - nie możesz mieć prywatnego ży-cia. Dziś bardzo żałuję, że tak zrobiłam.
Pracowaliśmy bardzo ciężko, czasem po 20 godzin dziennie. Zdarzało się, że ktoś mdlał z przemęczenia. Wtedy krzyczano na niego, że się za mało stara. Te cierpienia rekompensowała mi praca z dziećmi specjalnej troski. Przez większość mojego pobytu w TVIND byłam buchalterem takich szkł z internatem. Kiedy patrzyłam na rozwj dzieci, byłam szczęśliwa.
Co drugi tydzień one jeździły do domw, a my musieliśmy wypełniać rozkazy. Budowaliśmy nowe szkoły, hale sportowe, baseny. Nienawidziłam tego, bo nie lubię pracować fizycznie. Wszystkim zarządzał Amdi. Musieliśmy go słuchać i podziwiać. Były chwile, gdy bardzo cierpiałam. Moja matka chorowała na Alzheimera, chciałam jechać i ją zobaczyć - nie pozwolono mi. Nigdy nie zapomnę chwili, gdy stałam wśrd ludzi, ktrzy wykpiwali moją prośbę. Kiedy w końcu pojechałam do mamy, już mnie nie poznawała.
Kilka ostatnich lat spędziłam w zawodwce TVIND jako nauczyciel. Ale zaczęłam mieć dosyć ciągłej kontroli. To, co zaczynało się jako piękna demokracja, kończyło się jako totalitaryzm. Pewnego dnia w 1987 roku spakowałam rzeczy, wsiadłam na rower i wyjechałam".
Pytam Else: "Dlaczego tak długo tam byłaś, skoro było tak źle?".
Odpowiada: "Początkowo myślałam, że naprawdę uczestniczę w czymś świetnym i nic innego się nie liczyło. Potem nie miałam do czego wracać. Pieniądze, ktre zarabia-łam, zabierał TVIND. Nie miałam absolutnie nic. W 1987 roku dostałam państwową emeryturę i to pomogło mi podjąć decyzję".
Afrykańska pieśń, ktra nie istnieje
Granatowy bus podskakuje na drodze. Na moim ramieniu śpi Araya z Wiednia, z drugiej strony siedzi Carola z Tyrolu. Wz jest zapełniony do ostatniego miejsca - jak szprotki w puszce gnieżdżą się Anglicy, Niemcy, Szwedzi i jedna Hiszpanka. Z tyłu drzemie Marta, Polka z Krakowa. Jedziemy z Kopenhagi do Juelsminde, małej wsi na Płwyspie Jutlandzkim. Tam odbędzie się infoweekend. Za oknami migają duńskie krajobrazy, płaskie jak deska do krojenia.
- U nas tak wyglądają Kaszuby - tłumaczę Caroli z grskiej austriackiej wioski.
Dojeżdżamy po ciemku. Morze groźnie huczy gdzieś w pobliżu. Dwa potężne, stare budynki - przedwojenny szpital dla gruźlikw - to nasze domy na najbliższe trzy dni. Jesteśmy w Travelling Folk High School należącej do TVIND, jednej z 12 na świecie (sześć jest w samej Danii).
Szukamy swoich pokoi, na drzwiach są kartki z imionami. Dzielę pokj z Arayą, ktra spała na moim ramieniu, Martą z Polski i Arlette ze Szwajcarii.
Warunki są takie sobie. Będziemy spały w starych małżeńskich łożach, ktre pochodzą z jakiegoś hotelu, w drzwiach nie ma zamkw, łazienka dla wszystkich jest na korytarzu. Jedna na kilkadziesiąt osb. Zaglądam do niej. Ciekawe, kiedy była ostatnio myta?
Wzywają nas na pierwsze spotkanie w świetlicy. Na ten infoweekend przyjechało 50 osb - to bardzo dużo. Zwykle udaje się namwić około 30. Między nami siedzą instruktorzy TVIND - ludzie, ktrzy są w szkole od kilku miesięcy. Ich zadaniem jest werbować nas przez internet, opiekować się nami i służyć pomocą (Maćka, z ktrym korespondowałam, nie ma. Wyjechał do szkoły TVIND w Anglii). Instruktorami są najlepsi i najposłuszniejsi studenci. Resztę wysłano na fundraising, czyli obowiązkowe zarabianie na szkołę w trakcie szkolenia.
Na środek sali wychodzą dwie najważniejsze osoby - Anna i Rene. Oboje Duńczycy, koło pięćdzie- siątki. Rene jest wysokim chudzielcem, mruży oczy za mocnymi okularami, szczerzy zęby w uśmiechu. Anna to niska, krtko ostrzyżona blondynka w skrzanych spodniach. Też się uśmiecha. Ale oczy pozostają chłodne.
Araya pochyla się do mnie: - Kurczę, jakoś jej nie ufam.
Rene jest dyrektorem szkoły w Juelsminde, Anna ma pod sobą szkołę w niedalekim Tvind. W sekcie są już od dawna - on był w grupie, ktra budowała wiatrak w 1975 roku, ona w latach 60. pojechała autobusem do Indii.
Przed kolacją uczymy się afry- kańskiej pieśni. Anna śpiewa coś, co brzmi tak: - Ti ende pamoci in-tima omo!
Nie zapisuje nam jednak tekstu, więc każdy rozumie słowa inaczej.
- To stara afrykańska pieśń z pogranicza Mozambiku i Zimbabwe - tłumaczy Anna. Przyszli wolontariusze są zachwyceni, przybliżyli się do Afryki.
Tomek mwił mi przed wyjazdem, że afrykańska pieśń to stały punkt programu TVIND.
- Tak naprawdę ta pieśń nie istnieje - tłumaczył. - Wymyślili ją na potrzeby infoweekendw. Potwierdzali to ludzie, ktrzy wracali z Mozambiku i Zimbabwe.
Najdroższa podrż w dziejach świata
- Ti ende pamoci intima omo! - ktoś ryczy nad moim uchem. Jest sidma rano, sobota. Otwieram oczy. Anna budzi szkołę afrykańską pieśnią. Dziś w programie są wykłady, kursy i rozmowy indywidualne.
Ludzie, ktrzy tu przyjechali, są naprawdę wspaniali. Gotowi rzucić wygodne życie na rzecz wolontariatu. Nie mają zielonego pojęcia o ciemnej stronie TVIND. Wczoraj wieczorem przy gorącej szarlotce zwierzaliśmy się sobie, co chcemy robić, jak już zostaniemy wolontariuszami. Humana oferuje kilkadziesiąt programw. Można wyjechać do Afryki i pracować z dziećmi - uczyć je w szkołach, organizować im czas wolny, zakładać kluby sportowe. Można być członkiem grupy TCE (Total Control of the Epidemic), ktra chodzi od domu do domu i tłumaczy ludziom, czym jest AIDS i jak się go ustrzec. Można też wyjechać na specjalne afrykańskie farmy, gdzie uczy się miejscowych, jak uprawiać ziemię, albo uświadamiać afrykańskie kobiety o potrzebie higieny. Program w Ameryce Południowej jest podobny. O Chinach nic nie wiadomo. Wyjechały tam dopiero dwie grupy - nie dają na razie znaku życia.
Przed wyjazdem mwiłam do Tomka: - A jednak TVIND robi coś dobrego. W końcu wysyła wolontariuszy do pomocy Trzeciemu Światu.
Tłumaczył: - Ale zanim wyjadą, muszą zapłacić kupę pieniędzy właściwie za nic, bo nawet koszt samolotu sami pokrywają. Jest to najdroższy wyjazd do Afryki w dziejach świata. W Afryce też jest rżnie. Wiem z relacji ludzi, ktrzy wrcili, że nie mają tam ubezpieczenia, są za to narażeni na niebezpieczeństwa, często głodni i przemęczeni. Nikt ich nie kontroluje, więc jeśli nie chcą, mogą nic nie robić. Lepiej samemu wyjechać do Afryki, a pieniądze zaoszczędzone na Humana People to People podarować jakiemuś szpitalowi.
"Bo rząd duński nas nie lubi"
Wykład pierwszy. Historia Afryki. Norweżka Stina z The Teachers Group nienaturalnie się uśmiecha. Nawet gdy mwi o ciężkim losie głodujących dzieci. Tłumaczy nam jak przedszkolakom, dlaczego Afryka jest biednym kontynentem.
- Był sobie taki człowiek Vasco da Gama - opowiada. - I on tak płynął i płynął wokł Afryki, a mwili mu: nie płyń, bo ziemia jest płaska i spadniesz. Ale jemu się udało!
Stina jest zachwycona. - Ale potem Afryka zbiedniała. Kto wie, czemu?
Sala milczy. Zgłaszam się: - Kolonializm i handel niewolnikami?
Dostaję oklaski. Na przerwie Stina podchodzi do mnie. - Studiowałaś historię Afryki? - pyta zdumiona.
Odpowiadam rwnie zdumiona: - U nas wie to każdy dzieciak.
Wykład drugi. Historia Humany. Mwi Anna. - Humana People to People powstała w ramach TVIND w 1977 roku jako ruch przeciwko apartheidowi - tłumaczy. - Ponieważ go zwalczyliśmy, teraz naszym zadaniem jest pomoc ludziom. Działamy w 32 krajach, mamy 155 projektw, w naszych szeregach są dwa miliony ludzi, głwną siedzibą Humana People to People jest Zimbabwe.
Wyświetla na ścianie zdjęcie gigantycznej budowli - skrzyżowanie kościoła z biurowcem na tle lazurowego nieba. Na stronach Tvindalert jest informacja, że marzeniem Amdiego Petersena było zbudowanie tak wielkiego budynku w Zimbabwe, żeby go było widać z Księżyca.
Anna przechodzi do ataku: - Rżnie się mwi o TVIND. No, jakbyście nazwali grupę ludzi, ktrzy żyją razem, mają wsplną kasę?
Z sali padają nieśmiałe propozycje: - Demokracja. Komuna. Wsplnota.
Anna jest zadowolona: - Widzicie. A niektrzy nazywają The Teachers Group sektą. Co za bzdura. Czy ktoś o tym słyszał?
Rękę podnosi Islandka.
Anna kiwa głową: - To dlatego, że nie lubi nas rząd duński. Oni taką opinię o nas roznoszą. My byliśmy przeciwko energii atomowej, zbudowaliśmy wiatrak na ekologiczną energię, prowadziliśmy szkoły specjalne. Rząd duński uznał, że źle te szkoły prowadzimy, i dał nam karę 5 milionw koron. Zabrali nam szkoły.
Anna kpi z pomysłu, że mogłaby być w sekcie: - Krążą po internecie opinie o mnie, że jestem wysterylizowaną lesbijką, co nie ma życia rodzinnego. A przecież żyję wśrd ludzi z TVIND. Oni są moją rodziną. No i mam dużo psw!
Wszyscy jesteśmy ubawieni po pachy z pomysłu, że ta drobna blondynka mogłaby być sekciarką.
- Są jakieś pytania? - Anna rozgląda się po sali.
Zgłaszam się: - A kto jest przywdcą The Teachers Group?
Wyraźnie nie podoba się jej moje pytanie. Przestaje się uśmiechać: - Razem rządzimy. Wszyscy Nauczyciele. Spotykamy się raz na miesiąc w rżnych miejscach i obmyślamy strategię dla TVIND. Głupi dziennikarze wymyślili, że rządzi nami Amdi Petersen z apartamentu w Miami. Bzdury! Nie mamy z nim kontaktu od 1979 roku. Być może już nie żyje. Mamy, owszem, apartament w Miami, ale on należy do TVIND. Musimy mieć w końcu miejsce, żeby się spotykać i myśleć.
Przerwa obiadowa. Wychodzę z sali i słyszę rozmowę dwch Angielek z Manchesteru: - A muszą mieć ten apartament w Miami? Przecież mogą spotykać się w Juelsminde. Tyle tu miejsca.
Po powrocie do Polski sprawdzam informacje Anny na temat stosunkw TVIND z rządem duńskim. Dania przez wiele lat inwestowała wielkie pieniądze w szkoły prowadzone przez TVIND. Okazało się jednak, że dzieci prawie wcale się w nich nie uczą, są za to często wykorzystywane do pracy. W 1996 roku zabrano szkoły organizacji i kazano zwrcić dotacje - 5 milionw koron. Pod kuratelą organizacji zostało jedynie kilka szkł - dla dzieci z rodzin głęboko dysfunkcyjnych, ktre stanowią rodzaj poprawczakw.
Jedenasta wieczorem, nadal sobota. Mam dosyć. Od sidmej rano nie miałam ani chwili dla siebie. Bez przerwy wykłady, albo mycie naczyń, albo nakrywanie stołw. Nikt przez chwilę nie był sam. Chociaż morze jest 20 metrw od budynku, nie zdążyłam pjść na plażę. Teraz oklapłam w fotelu na korytarzu. Przez cały dzień prbowałam zadać Annie lub Rene kilka pytań. Zbywali mnie: "Nie teraz, nie mam czasu, zaraz obiad". Czekam na rozmowę, z ktrymś z nich podczas ktrej trzeba podjąć decyzję o wstąpieniu do TVIND.
- Magda, nie siedź tak - zaczepia mnie instruktor Giuseppe z Włoch. Za dwa tygodnie kończy płroczne szkolenie i wyjeżdża do Mozambiku. - Chodź, będziemy się bawić.
Nie idę. Anna wzywa mnie na rozmowę.
Najpierw w Danii, potem przerzucimy
Siadam przy stoliku. Anna nie jest miła. Bez uśmiechu zadaje pierwsze pytanie: - Przywiozłaś pieniądze?
Dziwię się: - Jakie pieniądze?
Anna: - Na szkołę, 1700 koron.
Ja: - Nie. Zresztą nie wiem jeszcze, czy chcę do was przystąpić.
Anna: - Masz czas do niedzieli wieczorem.
Ja: - To trudna decyzja, daj mi więcej czasu.
Anna: - OK. Do przyszłego piątku.
Ja: - Cały dzień chciałam cię o coś zapytać. Teraz mogę?
Anna się zgadza. Pytam ją, czy podczas płrocznego pobytu w szkole będę miała wizę i pozwolenie na pracę, czyli fundraising.
Tłumaczy krtko: - Polacy mogą przebywać w Danii legalnie przez trzy miesiące. Potem przerzucimy cię do Anglii. Fundraising to przeważnie sprzedaż gazet na ulicy. Na to nie potrzebujesz pozwolenia.
Oblicza, ile powinnam mieć pieniędzy na "koncie" po płrocznym szkoleniu: - Musisz zapłacić za osiem miesięcy szkolenia. Pierwsze pł roku spędzisz w jednej z naszych szkł, po powrocie z Afryki wrcisz do nas na dwa miesiące. Musisz to opłacić. 2500 koron za każdy miesiąc, czyli 20 tysięcy za osiem miesięcy, po 300 koron kieszonkowego za każdy miesiąc i 5500 koron za samolot do Afryki. No i te 1700 koron za zwerbowanie - stuka palcem w kalkulator. - Razem 29 600 koron duńskich (ponad 14 tys. zł).
A Anna nie wspomniała przecież o pieniądzach z fundraisingu. Norma dla każdego to 4500 koron miesięcznie. Czyli, że szkoła zarobi na mnie 27,5 tys. zł! Anna ukryła też, że za opuszczenie szkoły w połowie roku trzeba zapłacić karę 7000 koron.
Anna pyta: - Jaki program cię interesuje?
Ja: - Opieka nad dziećmi w Mozambiku.
Sprowadza mnie na ziemię: - To niemożliwe. Możesz brać udział w Total Control of Epidemic. Wychodzę na korytarz. Część ludzi jest już po rozmowach. Niektrzy z nich (około 60 proc.) podpisali umowy z TVIND. Także moja wspłlokatorka, Arlette ze Szwajcarii. Ma 20 lat i przed podjęciem studiw chciałaby przeżyć coś ciekawego. Emocjonuje się: - Cudownie, będę zbawiać świat!
Gratulują jej instruktorzy. Arlette za miesiąc wrci tu z dużym plecakiem, żeby rozpocząć szkolenie.
W kącie stoi kilku Niemcw. Rozmawiają podnieceni: - Kucharz jest Niemcem, też w TVIND. Ostrzegał nas po przyjacielsku, żeby nie wierzyć we wszystko, co nam tu mwią. O co chodzi?!
Marta z Polski też jest sceptyczna. Nie zgodziła się od razu na podpisanie umowy: - Nie podoba mi się, że chcą nas przerzucać po trzech miesiącach z kraju do kraju. Takie kombinowanie od początku źle o nich świadczy.
Krzysztof spod Poznania stoi pod ścianą: - Coś tu, kurczę, sektą śmierdzi. Dobrze, że jutro koniec.
Tomek na początku pobytu w TVIND był przekonany, że szkoła załatwi mu wizę pobytową. Po trzech miesiącach zapytał, dlaczego jeszcze jej nie ma.
Usłyszał od Rene: - Rząd duński nas nie lubi i nie chce dawać wiz uczniom TVIND. Ale nie martw się, jeszcze nigdy nikt ich nie sprawdzał.
Tomek wspomina: - Napisałem list z pytaniem do duńskiego ministerstwa edukacji, czy są jakieś problemy z uzyskaniem wizy dla uczniw TVIND. Okazało się, że nie ma, bo są to szkoły legalne. Zapytałem więc, czemu ich nam nie dają. Odpowiedź mnie zaskoczyła: "Bo nikt o nie nie występuje". Domyślam się, że TVIND nie chce, żeby rząd wiedział, ilu wolontariuszy szkoli się w szeregach organizacji.
Dziewczyna z Finlandii śpi pod mostem
O tym, co czeka nowo przyjętych wolontariuszy, wiem od Tomka i z listw do Tvindalert.
- Na początku wszystko wydawało się dopracowane jak w zegarku - wspomina Tomek, ktry był w szkole w Juelsminde. - Dwa tygodnie siedzieliśmy przed kom-puterami i uczyliśmy się rżnych rzeczy. Materiał do nauki był śmieszny, np. banały na temat AIDS wyciągnięte z internetu.
Każdy student musi teoretycznie zebrać w ciągu sześciu miesięcy 500 punktw za naukę. Przydziela je nauczyciel grupy po zaliczeniu określonych zadań.
- Na początku staraliśmy się, ale potem nauczycielka przestała nas sprawdzać - mwi Tomek. - Zresztą nie mieliśmy czasu na naukę. Liczyła się praca, codziennie sprzątanie budynku i okolicy. Nie wolno było nic nie robić. Jak cię złapali na siedzeniu w ciągu dnia, zawsze znajdowali jakąś pracę. Ostatecznie było tak, że do Afryki jechali także ludzie, ktrym zaliczono najwyżej 50 punktw za naukę.
Najważniejszy były fundraising. Początkowo miał się odbywać przez dwa tygodnie w miesiącu. Potem rozrsł się do codziennej pracy. Tomek przez pł roku był kierowcą szkolnego busa. Pięć godzin dziennie spędzał za kierownicą, wożąc duńskie dzieci do odległych szkł.
- Dyrekcje tych placwek płaciły TVIND za moją pracę. - Ja nigdy tych pieniędzy nie widziałem na oczy. Byłem jednak wyjątkiem. Fundraising to przede wszystkim praca na ulicy. Kilkanaście godzin dziennie trzeba sprzedawać gazety albo chodzić od domu do domu i oferować rże, za ktre ludzie oferują datki. Wolontariusze oddają pieniądze swoim nauczycielom.
Muszą wyrobić normę 4 tys. koron miesięcznie.
Tomek przekonał się, zbierając pieniądze, że TVIND ma złą opinię w Danii; bardzo trudno na ulicach Kopenhagi i innych większych miast namwić kogoś na datek. Dlatego na okres fundraisingu wolontariuszy wysyła się najczęściej do Szwecji.
- Nocują w mieszkaniu TVIND w Sztokholmie. Tam mieszkają też pracownicy sortowni odzieży, ktrzy zarabiają na szkołę (netup niedostępny dla Polakw) - opowiada Tomek. - Malutkie klitki, w ktrych musi się zmieścić kilkanaście osb. Rozmawiałem z dziewczyną z Finlandii, ktra całe minione wakacje nocowała w parkach albo pod mostami Sztokholmu. Nie było dla niej miejsca, a bardzo zależało jej na wyjeździe do Afryki. Odżywiają się bardzo mizernie, bo muszą kupo-wać jedzenie z pieniędzy, ktre zbiorą na ulicy. A im więcej wydadzą na siebie, tym mniej im zostaje dla TVIND.
Sto koron do południa
Niedziela jest ostatnim dniem naszego pobytu. Śniadanie przed odjazdem. Przy każdym stole siada ktoś z TVIND. Do ostatniej chwili przekonują tych, ktrzy nie podpisali umw, że to błąd. Lisa z USA wrciła właśnie z Angoli: - Tam jest świetnie - entuzjazmuje się. - I można schudnąć. Ja w pł roku zrzuciłam 18 kilogramw.
Marta z Krakowa przemyślała w nocy sprawę. Jest skłonna zapisać się do TVIND. - Chcę jechać do Chin - tłumaczy. - Najpierw będę w szkole w Stanach, potem w Azji. Daleko od tych wariatw tutaj.
Jestem w szoku: - Marta! Nic nie wiadomo o chińskich grupach, nie dają znaku życia. Przemyśl to.
Odpowiada: - Dlatego wracam do Polski. Ale chyba się potem zdecyduję. Tak marzę o Chinach.
Krzysztofa spod Poznania otoczyła opieką Kirstje z The Teachers Group. Musiała przyjechać w nocy, bo wczoraj jej nie widziałam. Przekonuje go, że zrobił błąd, nie podpisując umowy. Chłopak wykręca się koniecznością powrotu do domu: - Tam to przemyślę - obiecuje.
Kirstje nalega: - Możesz tu wrcić już za tydzień. Pieniądze nie są ważne, pożyczymy ci. Tylko przyjedź. Możesz?
Nie odchodzi od niego na krok, aż do drzwi busu.
Kilka godzin przed odpłynięciem promu z Kopenhagi do Świnoujścia spaceruję głwną ulicą stolicy - Strogetem. Na placu przed ratuszem kilka osb zaczepia przechodniw. Trzymają naręcza gazet. Zatrzymuję się. Alice, Brytyjka, szybko tłumaczy: - Jestem z Humana People to People, jak pani kupi ode mnie gazetę, pojadę do Afryki pomagać innym. Proszę kupić...
Daję pięć koron i pytam: - Trudno jest prosić ludzi o pieniądze?
Uśmiecha się: - Na początku było mi wstyd. Ale stoję tu od grudnia. Przywykłam. Tylko rodzicom nic nie mwiłam.
- Ile już dzisiaj zebrałaś?
- Tylko sto koron - martwi się. - Ale mam jeszcze kilka godzin przed sobą, dopiero dwunasta.
Ja zostaję, Araya jedzie
Już w Polsce piszę maila do Maćka: "Cześć. Byłam w Juelsminde, było bardzo miło. Byłabym skłonna zapisać się do szkoły ale, ale... znalazłam stronę Tvindalert!!! O co chodzi? Czy jesteś z sekty? Czy tam piszą prawdę? Odpowiedz, proszę, bo nie chcę zmarnować swojego życia dla jakiegoś Amdi Petersena, ja tylko chciałam pomagać ludziom". Odpisuje: "Hej, a co myślisz o tym, co widziałaś, jacy ludzie, jak to wygląda itp. Tvindalert to są kłamstwa. Może nie wszystko, bo kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa, a The Teachers Group lubi ryzykować i nie zawsze to się udaje. I nie pracujesz dla Amdi Petersena. Pieniądze, ktre wpłacasz na program, są na szkołę, bilet do Afryki, ubezpieczenie, wyżywienie, transport, spanie, a nie dla niego".
Kontaktuję się z Arayą z Wiednia. Ma 23 lata, ukończyła ekskluzywny college dla dzieci dyplomatw. Działa w austriackim Greenpeace i Austriackim Czerwonym Krzyżu. Marzy o wolontariacie w Ameryce Południowej - jej ojciec jest czarnoskrym dyplomatą z Wenezueli, matka rodowitą Austriaczką. Kiedy wyjeżdżaliśmy z Juelsminde, powiedziałam jej, kim jestem, opowiedziałam o działalności TVIND, podałam adres Tvindalert.
Tydzień pźniej piszę do niej maila z pytaniem, co słychać. Dostaję odpowiedź: "Wstępuję. Za pł roku będę w Ameryce Południowej".
Archive Info
Recovered from:
Wayback snapshot 2008-01-02
Versions found: 1
Content: 32,759 chars
Links: 1